Deadly souvenirs

🇬🇧 The second part of the trek in Bukit Lawang, Sumatra

🇵🇱 Druga część trekingu w Bukit Lawang na Sumatrze

During the trek in Bukit Lawang we saw big trees with huge branches and roots. You know how I like climbing the trees 😉 It was awesome! The second part of the trek was easier because we walked through the river. So we didn’t have to climb 🙂 After a long trek, we finally got to our small camp. There was my friend Michasia with us so we changed clothes and jumped into the small river. We were there for a very long time but suddenly someone shouted:

– Crocodile

-Aaaaaaaa! Crocodile – Michasia looked a bit scared

-Where? -I asked

– There- she showed on a monitor lizard.

-Oh, that is only a monitor lizard.

– But it’s dangerous.

My mum took a camera and started filming it. Suddenly it disappeared under water and after a few seconds it appeared near to my mum and started growling on her. Maybe it doesn’t like pictures 😉 It was a bit scary, my Mum even jumped when it came close to her. This story took place about 3 times because we were playing in the water for a long time. And the lizard kept coming out. But it didn’t come close to us any more.  Then we jumped a few times from the high rock (you know how I love it ;)) and went out of the water. We were so tired, that we only ate dinner and went to sleep in our hut made of sticks.

Podczas trekkingu w Bukit Lawang spotkaliśmy też niesamowite ogromne drzewa z wielkimi konarami, na które można się było wspinać. Wiecie jak uwielbiam łazić po drzewach, no nie? To było super! Druga część trekkingu była łatwiejsza, bo szliśmy przez rzekę, więc nie trzeba było się wspinać. Po długim marszu wreszcie dotarliśmy do naszego małego obozu nad rzeką. Ponieważ była z nami moja koleżanka Michasia, to przebraliśmy się w stroje kąpielowe i wskoczyliśmy do małej rzeczki. Pływaliśmy dość długo, gdy nagle ktoś krzyknął:

– Krokodyl!

– Aaaaa, krokodyl – przestraszyła się Michasia.

– Gdzie? – zapytałem.

– No tam – I pokazała na wielkiego warana.

– A, to tylko waran – uspokoiłem ją.

– Ale on jest niebezpieczny!

– No, może troszeczkę.

Ja bardzo lubię warany i jakoś się ich nie boję, ale wiem, że czasami również i one mogą próbować atakować. Ten był wyjątkowo duży i piękny. Moja mama wzięła kamerkę i zaczęła go filmować. Nagle waran zanurzył się pod wodę, a po paru sekundach wypłynął blisko mamy i zaczął na nią syczeć. Czyżby nie lubił jak ktoś mu robi zdjęcia? To było trochę straszne i Muńka aż odskoczyła. On jak to zobaczył, bardzo z siebie zadowolony odwrócił się i odpłynął. Bawiliśmy się w wodzie dość długo, a jaszczur ciągle się tam kręcił. Jakoś niespecjalnie się przejmował naszą obecnością. My też się do niego przyzwyczailiśmy. Na koniec skoczyliśmy kilka razy z wysokiej skały do rzeki (co też jak wiecie uwielbiam!) i poszliśmy na kolację. Tego dnia już nie posiedzieliśmy długo. Byliśmy tak zmęczeni, że natychmiast zasnęliśmy w naszym domku z patyków. 

And here is our friend – monitor lizzard 🙂

A to nasz przyjaciel waran 🙂

Next day we woke up very early and started packing for our second day trip. We didn’t need any trekking boots. We got dressed into swimming costumes and swimming boots. We packed our backpacks into big black rubish bags and went to the river. First we went to see a nice waterfall and then we prepared for the adventure. We were going to do rafting!!! It was awesome! We were doing it on the huge tubes from our camp straight to Bukit Lawang. The tubes were tied together and were laying on them. The river was sometimes calm, but sometimes more rough and we had to hold very strong not to fall out. It was fun! I loved it. Once there was such a big rock that we got blocked and they had to pull us out!

Następnego dnia wstaliśmy wcześnie rano, zjedliśmy śniadanie i zaczęliśmy się pakować. Nie zakładaliśmy tym razem butów trekkingowych, bo nie były nam potrzebne. Tym razem kostiumy kąpielowe i buty do pływania zupełnie wystarczyły. Najpierw poszliśmy do fajnego wodospadu, ale potem zaczęła sie przygoda. Plecaki zapakowaliśmy w plastikowe worki na śmieci i… ruszyliśmy na rafting!!! To było genialne! Płynęliśmy na dętkach z naszego obozu aż do Bukit Lawang. Mieliśmy połączone po trzy dętki i leżeliśmy na nich. Rewelacja! Rzeka czasami była dość spokojna, a czasami rwąca i musieliśmy się mocno trzymać, żeby nas nie wyrzuciło.  W jednym miejscu wyrosła przed nami nagle tak wielka skała, że wpadliśmy na nią i kompletnie się zablokowaliśmy! Musieli nas wyciągać. 😉

 

The atmosphere was great. Everyone was laughing and when we were swimming, we were singing a song which Ricky taught us (you can sing it for yourself – a melody comes from the Christmas caroll Jingle bells):

Jungle trek, jungle trek
In Bukit Lawang
See the monkey, see the bird,
See orangutan!

Finally, we got to Bukit Lawang and in the afternooon we went for a walk to see this beautiful town.

Atmosfera była super, wszyscy świetnie się bawili, a płynąc śpiewaliśmy chórem piosenkę, której nauczył nas Ricky (śpiewa się na melodię kolędy Jingle bells, jingle bells  – spróbujcie sami ;):

Jungle trek, jungle trek
In Bukit Lawang
See the monkey, see the bird,
See orangutan!

Wreszcie dotarliśmy do Bukit Lawang, a po południu poszliśmy na spacer po tym ślicznym miasteczku.

Wait! I forgot to tell you about something really important. In the morning we saw a beautiful hornbill. Hornbills are extremely rare. They’re one of species the most endangered with extinction and it is very difficult to see them. They make their nests only in the deep, deep jungle because they made them in natural tree hollows. They are monogamic which means that they make pairs for life. It’s amazing how they protect their chicks. Male puts female into the tree hollow with unhatched eggs and seals the entrance with mud. He leaves only a small hole to give food to her. She is safe inside. It is also very funny because when she wants to poo, she has to poo by “shooting” her droppings through that small hole in the entrance. It’s also good for the nature because she poos with fruit seeds. So the trees can grow and the jungle is slowly building. Some tribes even think that the hornbills are sacred because they come from gods.

Aha, zapomniałem Wam powiedzieć o czymś bardzo ważnym. Wcześnie rano zobaczyliśmy w dżungli przepięknego dzioborożca. Są one bardzo rzadkie, trudno je zobaczyć, gdyż to jedne z gatunków najbardziej zagrożonych wyginięciem. Te niezwykłe ptaki, które ja uwielbiam, zakładają gniazda tylko w najgłębszych częściach dżungli, ponieważ potrzebują starych dużych naturalnych dziupli.  Dzioborożce są monogamiczne, co oznacza, że łączą się w pary na całe życie. Mają zupełnie niezwykły sposób na ochronę swoich młodych. Samiec umieszcza samicę w dziupli razem z niewyklutym jajem i zalepia wejście do dziupli błotem. Zostawia tylko małą dziurkę, przez którą dostarcza jej jedzenie. Dzięki temu samica jest bezpieczna. To jest też mega śmieszne, bo kiedy samica chce zrobić kupę, to musi „strzelać” bobkami przez tę małą dziurkę w wejściu do dziupli. Ponieważ dzioborożce jedzą głównie owoce, to dzięki temu rozsiewają po dżungli nasiona, z których wyrastają drzewa i dżungla się rozrasta. Prawda, że to niezwykłe? Niektóre plemiona uważają dzioborożce za święte – za wysłanników bogów. 

And now the terrible part of the story. This one is a helmeted hornbill. People in Borneo and Sumatra are killing many hornbills. It’s illegal, but they do it anyway. There are 6,000 hornbills a year killed only in the west Kalimantan (Indonesian part of Borneo). Why? Because they make stupid decorations from its helmet!! The worst thing is that you can buy it everywhere, even in the internet. I searched ‘hornbills’ and one of the websites was a website where you can buy that bills. That is horrible. I could name it horrnible but I won’t make jokes about it. People in Indonesia make money on it. But it doesn’t make sense. They can earn more if they bring tourists and show them the jungle and animals and hornbills. Then even their children will do it. If they kill them, they will have nothing to show. And the people who buy this things? I am furious! I would like to shout at them!!!

A teraz straszna część opowieści o dzioborożcu hełmorogu (helmeted hornbill). Chociaż są one takie piękne i pożyteczne, to ludzie na Borneo i Sumatrze zabijają bardzo wiele dzioborożców. Jest to nielegalne, ale to nic nie zmienia. Tylko na zachodnim Kalimantanie (Borneo indonezyjskim) zabija się rocznie 6.000 dzioborożców!!! Dlaczego? Bo z ich „hełmów” wytwarza się głupie ozdoby! Najgorsze, że te rzeczy można kupić wszędzie, nawet w internecie. Kiedy wrzuci się „hornbill” w wyszukiwarkę, to można trafić na takie strony. To jest po prostu potworne!! Nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie tak postępują. Indonezyjczycy na tym zarabiają. Ale to jest bezmyślne, bo niedługo wybiją już wszystkie dzioborożce i nie będą mieli tego zarobku. Myślę, że nikt im nie tłumaczy tego, że więcej zarobią jak będą chronić i pokazywać te niezwykłe ptaki turystom. Wtedy jeszcze ich dzieci będą mogły to robić. Są jeszcze ludzie, którzy to kupują. I uważam, że dla ich postępowania już nie ma żadnego wytłumaczenia. Mam ochotę na nich wrzeszczeć, żeby się obudzili…

picture source/ źródło zdjęć: Environmental Investigation Agency – Seeing ‘red’ – the often hidden colour of wildlife contraband

Remember when I told you about palm oil plantations in my post Say NO to Palm Oil ? How they cut the trees and destroy the jungle? The birds cannot hide, because farmers guarding the oil palm plantations are killing them. So this is the situation of hornbills: people are shooting them (even in the national parks) for the ”red ivory”. It’s 5 times more expensive than elephant ivory. And people kill them for stupid decorations! Sorry that I write about hornbills like about people, I mean: ‘them’, ‘they’, and so on but I could not name them other way. They are animals, same like we are. So what’s the difference? Why do we name ourselves better then them? Think about it even for a minute. Why do we call ourselves so rarely ‘animals’. We say ‘people’, ‘humans’ but not ‘animals’. Are we better? In the world of animals there are groups, but there is no group like ‘better reptiles’, ‘better amphibians’, ‘better mammals’ etc. Please, think about it.

Pamiętacie, jak pisałem o plantacjach plamy olejowej w moim poście Say NO to Palm Oil ? Jak ścina się drzewa i niszczy dżunglę? Na dodatek, dzioborożce nie mają wtedy gdzie się ukryć, bo ludzie na plantacjach palmy olejowej strzelają do nich. Zabijają je (nawet w parkach narodowych) dla „czerwonej kości słoniowej”. Jest pięć razy droższa niż kość słoniowa, a ludzie niszczą te ptaki dla głupich ozdóbek!  Wybaczcie, że piszę o dzioborożcach, jak o ludziach (oni, one, itp..), ale nie potrafię inaczej. Są zwierzętami, jak my. Co nas różni? Dlaczego uważamy się za lepszych od nich? Pomyślcie o tym choć przez chwilę. Dlaczego tak rzadko mówimy o ludziach „zwierzęta”? Mówimy „ludzie”, „człowiek”, ale nie „zwierzęta”. Czy jesteśmy lepsi? W świecie zwierząt są różne grupy, ale nie ma „lepszych ssaków”, „lepszych gadów”, czy „lepszych płazów”… Proszę, pomyślcie o tym.  

* * *

If you want to read more about the Borneo problem you can go to ‘eco-project’ site on my blog [here]. There you can read about what’s the matter there in Borneo or even help save the jungle in Kalimantan, like that small group of people did it in Sumatra in Bukit Lawang.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o problemach na Borneo możecie wejść w zakładkę eco-project. Tam możecie przeczytać, co dzieje się na Borneo, a nawet pomóc w ratowaniu dżungli na Kalimantanie – tak, jak ta mała grupka ludzi uratowała ją na Sumatrze, w Bukit Lawang.

Leave a Comment

Cookies help us deliver our services. By using our services, you agree to our use of cookies. More Info | OK